IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jazz Cafe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Daimon Frey
Abbaddon
avatar

Male
Liczba postów : 18
Data dołączenia : 07/12/2013

PisanieTemat: Re: Jazz Cafe    Pon 03 Mar 2014, 22:45

Czarne, bezdenne źrenice okolone zieloną, fosforyczną tęczówką śledziły każdy nawet najmniejszy ruch. Z tym, że nikt nie mógł tego widzieć. Zapewne większość gości klubu nawet nie zauważyła obecności Abaddona. Zresztą właśnie o to chodziło Daimonowi. Tutaj mógł poczuć się anonimowy i miał nadzieję, że nie będzie nękany przez nikogo. Wreszcie nie musiał też słuchać tych wszystkich obelg, które pewnie spadłyby na jego czerep, gdyby pojawił się w Królestwie, tudzież w jakimś dobrym klubie w Limbo. Tutaj mógł być normalnym, trochę strasznie wyglądającym gościem, który nie lubi pokazywać swoich oczu. Może właśnie dlatego zwrócił uwagę paru młodych i dość ładnych Ziemianek. Tylko, że choć panienki wdzięczyły się do niego i pokazywały dość dosadnie czego chcą Frey nie miał zamiaru reagować na te zaczepki. Znając życie gdyby tylko ujawnił swoje oczy większość z gości jacy w ten wieczór zechcieli odwiedzić ten lokal by zniknęła z krzykiem, a tego nie chciał. Po chwili niemłody Dżin postawił przed nim kufel piwa i zaczął się zginać w ukłonach jakby go dopadł artretyzm czy też inna z chorób występujących u osób w podeszłym wieku. Zielone tęczówki zwęziły się groźnie, a ręka Anioła zagłady powędrowała do poły ubrania kelnera.
- jeszcze raz mi się pokłonisz chłystku, to wypruję ci flaki i okręcę dookoła twojej szyi. Wiesz będziesz miał wątpliwej urody naszyjnik. – dokończył ochrypłym i bardzo charakterystycznym głosem. Dżin w magicznym przebraniu kelnera nic nie powiedział tylko odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę baru. Wiedział, a raczej domyślał się, ze aura jaką wokół siebie roztacza jest nie do pomylenia z niczym i nikim innym. Cieszył się jednak, że nie ma tutaj żadnych Głębianek trudniących się prostytucją. Gdyby taka do niego podeszła z pewnością, by ją po prostu wyzywał. Co miał na to poradzić, iż nie miał za dobrego humoru. Zresztą od czasu, kiedy wypełnił rozkaz Pański nie wiedział jak ma się zachować czy też jak ustosunkować się do tego, co się stało. Chciał pogadać czy to z Razjelem, czy to z Gabrielem ale oni starali się go na razie unikać. Przynajmniej tak się właśnie wydawało Destruktorowi. Nawet chciał ich wezwać przez oko dnia ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Po chwili zawiesił na chwilkę wzrok na wychodzącym Głębianinie. Po czym poznał sam nie wiedział. Pewnie odruchowo wyczuł jego aurę i wiedział z kim ma do czynienia. Jednakże ta twarz i sama postać była dla niego znajoma. Nie mógł jednak dalej w to uwierzyć, że niegdysiejszy Anioł Śmiertelnej Ciszy stał się Głębianinem. Cóż nie jemu było ferować takie wyroki. On jak się zawsze śmiał był od „wyższych celów” i jak sam uważał, był w jego mniemaniu „zabawką” w rękach Jasności. Czasem cieszył się, że nie ma przy nim jakiegoś maga, bo jego myśli wydawały się bluźniercze, ale kto by się tym przejmował. Co prawda dopiero po jakimś czasie do niego dotarło, że wyczuwa jeszcze jedną dość silną aurę, wiedział lub też podejrzewał, że nie ma się czego obawiać. Wkurzało go tylko to, że nie mógł wyczuć jej źródła. Starzeję się pomyślał i wrócił do lustrowania wnętrza lokalu. Tak bardzo chciał zobaczyć Kamaela, czy też Zgniłego Chłopca. Nawet nie pogardziłby w tym momencie towarzystwem Samaela, choć podejrzewał, że ten raczej by do niego nie podszedł. Sączył spokojnie swoje piwo co jakiś czas starając się zlokalizować źródło aury, która tak bardzo go zaintrygowała. Nie wiedział czy to wróg czy też sprzymierzeniec. Jednak sądząc po tym, że to co potrafił wyczuć było czyste, choć miało w sobie również sporo mrocznej i niebezpiecznej energii.
Powrót do góry Go down
Zhora
Damnatus Legio
avatar

Male
Liczba postów : 51
Data dołączenia : 13/11/2013
Skąd : ~

PisanieTemat: Re: Jazz Cafe    Wto 04 Mar 2014, 21:19

Oddzielili cie, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Bestio...
Słucham?
Zmień płytę. Śpiewasz to po raz któryś w ostatnich dniach.

Taka rzeczywistość. Wieczność z tym cholernym głosem w głowie, z tą cholerną Bestią, nie wiadomo czy demonem, czy wytworem na wpół oszalałego umysłu, który już dawno temu widział za dużo. A jednak Zhora przyzwyczaił się do swojej wiecznej towarzyszki, którą czasem w mniej pieszczotliwy sposób nazywał Fałszywym Mesjaszem bądź Siedmiogłową Bestią. Ech... nieważne. Oboje byli tak samo nienormalni i nieprzewidywalni, o skłonnościach autodestrukcyjnych i samobójczych. Pomijając talent do wpakowywania się w kłopoty (połączony jednak z talentem do odnajdowania wyjścia z najbardziej parszywych sytuacji) Zhora i Bestia byli... Zhora był mężczyzną o dość błyskotliwym umyślnie, który swoją dedukcją potrafiłby zawstydzić Sherlocka Holmesa. Ale jakoś nie bardzo wykorzystywał to w praktyce, zapewne dlatego, że zaskakująco często przeżywał gwałtowne zmiany humoru.

Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Może być.


A owe zmiany humoru wynikały z ogólnego przeciążenia psychiki. Umysł Zhory jest tworem, prawie że doskonałym, albowiem pomimo setek tysięcy swoich, czy też obcych wspomnień ma wszystko dokładnie zaszufladkowane i nie gubi się w tym. A jednak to wszystko sprawia, że nieco inaczej patrzy na świat i potrafi nagle dostać paniki. No, ale koniec tej dywagacji. Nawet nie zauważył, kiedy wszedł do nieznanej sobie kawiarenki, baru, czy czym innym to całe Jazz Cafe było. A nie... znał to miejsce. Parę razy sprzedawał tutaj komuś informacje, które udało mu się zdobyć. Jakby się wysilił, pewnie nawet pamiętałby, jakie to były.

Będzie zabawa, Zośko.
Hmmh?
Rozejrzyj się.


Nieeeee... naprawdę? Pan Daimon Frey? Abbaddon? Anioł Zagłady? Tak, owy uroczy pan przewinął mu się paręnaście razy (setki razy) w cudzych wspomnieniach. Urocze.

Zaczepiamy go?
Nie.
Ale...
Nie.
No...
Nie! Subtelność, Bestio, nie wszystko naraz.


// Krótko, nieco chaotycznie, ale muszę lecieć
Powrót do góry Go down
http://shadowsofheaven.forumpolish.com
Bicz Boży
Bicz Boży
avatar

Liczba postów : 5
Data dołączenia : 26/02/2014

PisanieTemat: Re: Jazz Cafe    Czw 06 Mar 2014, 21:20

Co chwilę ktoś mijał się w drzwiach.
Ledwo dziwny Głębianin o twarzy Azjaty opuścił lokal, już zastąpił go inny nadprzyrodzony facet o czarnych włosach i prawdopodobnie równie mrocznym usposobieniu. Ledwo zaś zdążyła upić swojej Hydry, w lokalu zjawił się ktoś jeszcze.
Ale nim akurat Faye się nie przejęła, w pełni pochłonięta pełnym nadziei oczekiwaniem na powtórne przyjście dżinna. Z tym że ten, kto klepnął ją nieostrożnie w ramię, wcale kelnerem nie był. Bicz Boży zwinął się błyskawicznie, chwyciwszy obcą rękę w nadgarstku. Ścisnęła, wyginając łapsko potencjalnego napastnika pod dziwnym kątem, aż ten syknął jak rozzłoszczona chimera. Srebrzyste oczy Faye zalśniły.
Geniusz był chudy jak szczapa i ledwo wystawał ponad ladę. Faye lubiła go chociażby dla tego powodu – ciężko było znaleźć kogoś, nad kim górowałaby wzrostem. Od Melecha była wyższa o głowę. Geniusz uśmiechał się paskudnie, z zaciśniętymi bladymi, niemalże rybimi wargami. Jego ciemne, głęboko osadzone oczy lśniły kaprawo, a długi, haczykowaty nos zdawał się celować w Faye oskarżycielsko.
- Ładnie to tak? – rzucił ochrypłym szeptem, zezując na swoją rękę. – Starych przyjaciół? Witaj, Centurionie.
- Stary jesteś, owszem, ale nie przypominam sobie, byśmy byli przyjaciółmi – odparła obojętnym tonem, choć z uśmiechem, puszczając geniusza.
Roztarł nadgarstek teatralnym gestem. Faye wywróciła oczami.
- Czego?
- Oczy starca się radują, a dusza śpiewa w uniesieniu, kiedy widzi podobną gwiazd plejadę.
Mała Harpia drgnęła. Jej oczy automatycznie pomknęły ku dziwnemu brunetowi i temu drugiemu. Roztaczał dziwną, swoistą aurę, której nie mogła jeszcze wyłapać. Emanuje. Ani na ciemno, ani na jasno. Po prostu.
- Językiem proletariatu, nie prozą, Melech – warknęła.
- Czyżbyś nie lubiła poezji, Centurionie?
- Lubię. Funeralną. – Uniosła brwi. – Wiersze odczytane nad twym grobem powinny poruszyć moje szczurze serce.
- W istocie, Centurionie. – Geniusz skłonił się głęboko, z szacunkiem, ale w kącikach jego ust zadrgał kpiący uśmiech. Był trudny i, podobnie jak wielu innych skrzydlatych i nieskrzydlatych, prawdopodobnie stuknięty. Ale Faye sama była pokręcona jak szczur z kanalizacji, więc nie przeszkadzało jej towarzystwo podobnie rąbniętych istot.
A Melech bywał przydatny.
Tak jak teraz.
- A osobliwa jest to radość, kiedy gwiazdy noszą Gwiazdy – zamruczał niewyraźnie.
- Jaśniej, jeśli łaska.
Uśmiechnął się naprawdę paskudnie. Jak zwykle, gdy sprzedawał jej jakąś rewelację, której nie znała. Faye wywróciła oczami, musiała jak zwykle przejść przez rytuał zawoalowanych sugestii, drobnych złośliwości, wyrazów wyższości nad nią i zwykłych upierdliwości. Tylko że niezupełnie miała teraz na to ochotę.
- Daimon Frey. Abaddon. Burzyciel Światów. Anioł Zagłady. Tańczący na Zgliszczach. Anioł z Kluczem Do Czeluści – zaanonsował kpiąco, dyskretnie wskazując wysokiego anioła. Teraz już była pewna – to anioł. Melech w takich sprawach nie kłamał.
Zwłaszcza, że… wiedziała, kim jest Daimon Frey. Po prostu nigdy go nie widziała. Sława wyprzedza nie tylko Archaniołów Obecności.
- Co tu robi? – burknęła.
- Zapewne przyszedł na randkę.
- Randkę?! – Aniołowie w ogóle chodzą na randki?
Znaczy, tacy normalni. Którzy akurat nie są Makatielem śmiertelnie zakochanym w śmiertelniczce.
- Dokładnie, Centurionie. Z tobą. – Geniusz popchnął Faye do przodu. W odróżnieniu od niej, był dla synów Adama w klubie zupełnie niewidzialny. Musiała dziwnie wyglądać, mówiąc sama do siebie, ale tym się akurat nie zajmowała w tym momencie. – Zapoznam cię.

***

Dopiero stojąc blisko, Faye poczuła, co oznacza termin „anioł krwi”. Krew Daimona Freya krzyczała, arystokracja objawiała się w jego suchym, orlim profilu, oszczędnych gestach i głębokich oczach. Krew krzyczała z jego dłoni głosami setek zniszczonych, kalekich kosmosów. Był blady jak widmo, wysoki jak kolumna świątynna i mroczny jak dziura w dupie samego Lucyfera.
Przełknęła ślinę.
- Pozdrowienia od wspólnych przyjaciół, destruktorze – zaczął spokojnie Melech, przysiadłszy się jak gdyby nigdy nic do anioła. Najwidoczniej się go nie bał lub doskonale ten fakt ukrywał. – Pewien lanista ze Sfer Poza Czasem przesyła ci dozgonne wyrazy przyjaźni i wdzięczności.
Aha, czyli pewnie zna kogoś, kto z kolei zna i lubi Freya. Dobrze wiedzieć.
Faye stała, ściskając nóżkę swojego kieliszka do martini, która nagle wydała jej się ekstatycznie krucha. W zestawieniu z czernią oczu anioła i jego intensywną, dominującą energią wszystko zdawało się być ekstatycznie kruche, nawet płetwal błękitny i słonie afrykańskie. Geniusz kurtuazyjnym gestem odsunął jej krzesło.
- Zechciej poznać – zaszemrał. – Centurion Szczurza Śmierć.
Sześć szczurów rozpełzło się dyskretnie po klubie. Jeden przeciął na ukos parkiet, zręcznie umykając przed wzrokiem tłumów i przywarował za butem dziewczyny. Poczuła się pewniej, mając przy sobie zwierzątko, jakby zwykły szczur mógł uchronić ją przed gniewem Abaddona.
- Faye Scipione – przedstawiła się, odważając się spojrzeć w jego czarne, okolone fosforycznym pierścieniem zieleni oczy.
Powrót do góry Go down
Daimon Frey
Abbaddon
avatar

Male
Liczba postów : 18
Data dołączenia : 07/12/2013

PisanieTemat: Re: Jazz Cafe    Czw 06 Mar 2014, 22:25

Twarze. Wiele twarzy pojawiało się i znikało przez oczami Frey’a. jednak Daimon jak zwykle nie zwracał na to uwagi. On szukał. Cierpliwie i jak reflektor szperający przeczesywał wnętrze klubu w poszukiwaniu źródła aury. Miał nadzieję, że należy ona do sprzymierzeńca, a nie do wroga, który nastawa na jego życie. Ostatnio, jeśli wierzyć w to co mu przekazywali Razjel i Gabriel, przybyło mu paru antagonistów. Niestety te wieści głównie dostawał od Kamaela i raczej nie były one ciekawe i radosne. O co to, to nie. Gdzie ty jesteś? Nie ma sensu się ukrywać. I tak cię znajdę. mówił do siebie w myślach. Zastanawiał się z kim tym razem będzie miał do czynienia. Był absolutnie przekonany, ze nie zna tej aury i nie wie do kogo należy. W końcu aurę przyjaciół czy też wrogów wyczuwał bez pudła. Tej jednak nie mógł zakwalifikować. Czy to przyjaciel, czy to wróg. Dowiesz się już niedługo Abaddonie cichy głosik w jego umyśle, który pojawiał się zawsze, gdy Frey nie był czegoś pewny tylko go zirytował. To co ten piskliwy i upierdliwy, niewidoczny dla nikogo przyjaciel powiedział jeszcze bardziej zaniepokoiło Frey’a. Anioł Zagłady chciał już przestać czekać i dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Nagle wyczuł kolejne zawirowania mocy. Od razu jak wykwintny łowca zwrócił głowę w stronę, skąd one dochodziły. Ich źródłem okazał się mężczyzna, którego Frey nie kojarzył. Destruktor zdjął nawet okulary by przyjrzeć mu się lepiej. Coś mu mówiło, że nie jest on czystokrwistym przedstawicielem zarówno Głębi jak i Królestwa. Nie rozumiał tylko jednego, dlaczego ten jegomość się na niego gapi. Cóż jeszcze chwilka, a poczuje pięść Abaddona na swojej twarzy pomyślał Frey jednak głośno tego nie wypowiedział. Na jego twarzy pojawił się tylko jeden z wielu jego kpiących uśmieszków. Po czym kompletnie stracił zainteresowanie jegomościem, gdyż nie był on tym, kogo szukał. Dalej przeczesywał wzrokiem wnętrze lokalu gdy usłyszał jakieś szepty od strony baru. Ujrzał nawet jakąś szarpaninę i już miał wstać gdy usłyszał swoje tytuły. Skrzywił się momentalnie, a jego źrenice się niebezpiecznie zwęziły. Pamiętał doskonale, że w ten sposób został przedstawiony tylko w jednym miejscu, do którego potem poczuł obrzydzenie, to samo niestety tyczyło się jej właścicielki. Czas się dla Frey’a zatrzymał. Czekał co się dalej wydarzy. Nie słyszał już nic więcej jednak cały czas wzrok miał utkwiony w jakąś kobietę i niemłodego geniusza, którego mógł już kiedyś widzieć. Gdy ta dwójka zbliżyła się do niego mięśnie szczęk Anioła Zagłady drgnęły.
- I na twoje nieszczęście Melechu mam całkiem niezły słuch. Nie musiałeś przy tej Damie wymieniać wszystkich moich tytułów. Uważam to za bezcelowe. – rzekł po czym jego twarz lekko złagodniała. – Przekaż i jemu ode mnie pozdrowienia. Powiedz mu również, że kiedyś być może go odwiedzę, jak będę bawił w Sferach. – powiedział Frey i spojrzał na dziewczynę. Była stosunkowo niską kobietą jednak o ładnym profilu. No cóż może i Frey miał lekko dziwny gust, ale twarz Feyi naprawdę mu się podobała. Do tego ten makijaż i niepewna mina dodawały jej tylko uroku.
- Miło mi poznać Centuriona Szczurza Śmierć o tak pięknym imieniu. Proszę wybacz Melechowi, on czasem nie potrafi powstrzymać języka za zębami. Mam rację? – spojrzał w stronę niemłodego geniusza, a rysy twarzy znów mu stężały. Nagle zrozumiał, że ta dziewczyna, która przed nim stała trzymając w dłoni kieliszek Martini czy też innego trunku była źródłem owej aury, której szukał.
- Cóż pewnie mnie znasz jednak wypada się przedstawić. Jestem Daimon Frey. Proszę usiądź. – powiedział spokojnie. Tak przy kobietach Destruktor momentalnie zmieniał swoje oblicze i starał się pamiętać o wszystkich konwenansach, choć bardzo często mu to nie wychodziło.
Powrót do góry Go down
Zhora
Damnatus Legio
avatar

Male
Liczba postów : 51
Data dołączenia : 13/11/2013
Skąd : ~

PisanieTemat: Re: Jazz Cafe    Pon 10 Mar 2014, 21:10

Zhora odgarnął niesforny kosmyk włosa z czoła, po czym uśmiechnął się lekko, subtelnie w stronie Daimona. Samobójcze zapędy nie były w jego wypadku niczym nowym, tak więc kpiący błysk w oczu nie był niczym nienormalnym w jego wypadku. Tak czy owak mężczyzna nie zamierzał przeszkadzać Aniołowi Zagłady i jego najnowszej towarzyszce w rozmowie. Głównie dlatego, iż lenistwo zwyciężyło nad jakąkolwiek inną chęcią i koniec końców mężczyzna usiadł gdzieś w rogu, zamawiając czarną kawę bez cukru, czy też mleka. Gorzka. Potrzebował jakiegoś sztucznego kopa, by rozbudzić się w zadowalającym stopniu.

Połowę osób z tego miejsca znasz osobiście. Drugą połowę znasz ze wspomnień. No, załóżmy że 90% całej społeczności, która się tu znajduje, w jakimś stopniu jest dla ciebie znana. Dedukując dalej, jakieś 40% z nich wykorzystywało ciebie do zdobywania informacji. Czyli jak się nie mylę, mamy gwarantowane kłopoty, ponieważ trójka osób, która znajduje się jakieś 5 metrów od nas ostatnio zagoniła ciebie do Asmodeusza.

Zhora skrzywił się delikatnie. W odróżnieniu od Bestii nie był aż tak sceptycznie do tego wszystkiego nastawiony. Hybryda hybrydą, ale to nie oznacza, że każdy będzie się na niego rzucał również w miejscach publicznych.

// Bezsensownie, ale brak mi jakiegokolwiek pomysłu. Jednak dzisiaj jeszcze nie odzyskałam weny.
Powrót do góry Go down
http://shadowsofheaven.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jazz Cafe    

Powrót do góry Go down
 
Jazz Cafe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shadows of Heaven :: Ziemia :: Miasto-
Skocz do:  
Partnerstwo
CzarnyDelfinYaoiGakuenWithoutTimeShihaiRPGMementeYaoiBlackButlerEmptinessShiNoKyoNohaneDirtyPawsSpectrofobiaVampireKnightAxisMundiFamiliaHogwartDreamWildHundeStFrancesaVirus2HetaliaUnderlandMagicLullabyMavericKikuNoHanaSoulAsylumDragonlandTraineeWildLandSupernaturalGleepbfDarwinTheMagicalWorldMysticTownSpectofobia