IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Asmodeusz
Arcydemon
avatar

Male
Liczba postów : 57
Data dołączenia : 16/11/2013

PisanieTemat: Polana    Nie 17 Lis 2013, 16:12

Całkowicie odseparowane od świata ludzi i miejskiego zgiełku miejsce w samym środku lasu. Idealne, by choć na chwilę zapomnieć o wszystkim. Wciąż jeszcze zielona, niezniszczona i żywa część królestwa zwierząt, gdzie na każdym kroku można stanąć "twarzą w twarz" z idealnymi boskimi stworzeniami.
Powrót do góry Go down
Daimon Frey
Abbaddon
avatar

Male
Liczba postów : 18
Data dołączenia : 07/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Nie 08 Gru 2013, 11:45

Szary, brudny świat. Ostatnio wszystko co Daimon widział jawiło mu się właśnie w takich barwach. Sam nie wiedział czy to już rutyna czy też raczej popadł w jakiś marazm. Chociaż w jego przypadku to raczej było chwilowe. Nie był tak sentymentalny i płaczliwy jak Lampka czy też słaby i płochliwy jak Rafał. Brakowało mu jednak znajomych miejsc. Często myślał co teraz robi jego wierny wierzchowiec zamknięty w stajniach kawalerii Parasim. Tak, brakowało mu Piołuna jak nikogo innego. To był jego wierny przyjaciel, który tez został zaaresztowany przez Michasia. Tego buńczucznego i zawsze skorego do bitki archanioła, który śmiał posłać za nim wojsko. Miał żal nie tylko do Wodza Zastępów, ale również do Razjela i Gabrysia. W końcu ktoś musiał to zaplanować. Sam Frey wątpił by Michał wpadł na ten równie szalony co desperacki pomysł by go zamknąć w więzieniu. On nie on na to nie zamierzał pozwolić. Nie pamiętał już od ilu dni przebywa na ziemi jak również od ilu dni błąka się po tym brudnym i strasznie hałaśliwym mieście szukając coraz to nowych schronień, gdzie jego dość silna, magiczna aura nie pozostawi za wiele śladu i nie będzie zbytnio wyczuwalna przez innych skrzydlatych, którzy mogli na niego polować. Abbadona, Tańczącego na Zgliszczach wyrzutka. Gdy Frey tylko o tym pomyślał od razu potrząsnął głową z wściekłością. Co on miał poradzić, że Pan nakazała mu zniszczyć Ziemię, planetę, którą tak sobie ukochał. Jasność w dupę kopana. Gdzie widzisz w tym sens Panie? zdawał się wrzeszczeć w myślach. Jakie było jego zdziwienie gdy nagle doszedł do jakiegoś lasu. Jego bujna zieleń i chłodny cień aż zapraszały by tam na chwilkę wstąpić. Daimon uwielbiał chodzić po podobnych miejscach w Królestwie. Zieleń i bliskość zwierząt działały na niego kojąco. Po paru minutach po prostu zniknął w lesie. Miał problem by się po nim poruszać. Był dość wysoki, a jego zakończone hakami skrzydła co jakiś czas zahaczały o gałązki czy też inne przeszkody jakimi były drzewa. Jaką poczuł ulgę gdy nagle wyszedł na polanę, która dzięki Jasności była wolna od wszelkich drzew czy też innych przeszkód. Daimon wyszedł na nią i usiadł na trawie. Ta polana przywołała bolesne wspomnienia jakie Abbadon skrywał w swoim sercu. Może to dziwne, ale Anioł Zagłady je posiadał, chociaż niektórzy dawali mu do zrozumienia, że jest inaczej i posądzali Freya, o bezduszność i brak jakichkolwiek uczuć. Oczami wyobraźni widział swoją niebieskowłosą wróżkę, która wplatał mu we włosy swoje ręce. Nikt nie wiedział jak bardzo chciał by te piękne czasy wróciły.
Powrót do góry Go down
Arnarokh
Mściciel
avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 05/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Nie 08 Gru 2013, 12:05

Kiedy ktoś się nudzi potrafi w swoich działaniach zajść niewiarygodnie daleko, co często było błędem. Jednym, wielkim błędem było istnienie tej planety. Ale przynajmniej przez takich idiotów na jakich tutaj natrafiał, miał gdzie mieszkać, a przecież wcale nisko nie mieszkał. Przywileje. Tam było tak pięknie a tutaj tak cicho i ponuro. Brakuje tylko padającego śniegu z deszczem, ogólnej chlupy i cholera jedna wie co jeszcze. Każdy by patrzył na to inaczej. Gdzie są te cholerstwa od pogody, kiedy przydałoby się, żeby zwykły anioł poczuł się tutaj jak w domu? Chociaż. Mruknął, spoglądając w niebo. Każdy swój dom postrzega inaczej. Gdyby nawet mógł to by może i współczuł tym mieszkającym w Limbo, chociażby. Ale jak powszechnie wiadomo, nie był zbyt dobry przy uczuciach. Wręcz niesamowicie kiepski. Chłodna kalkulacja. Zasłużyli sobie na to wszystko tam samo jak Arnarokh wspiął się po szczeblach żołnierskiej kariery i za nic w świecie nie zmieniłby swojej obecnej posady.
Zamrugał, przechadzając się między drzewami. Las był jedynym miejscem w którym brakowało ludzi i na całe szczęście, bo tylko zobaczyłby jakiegoś gówniarza śmiecącego to miejsce... nogi by mu z dupy powyrywał. Szedł zatracając powoli swój umysł w czasie i przestrzeni. Ta, znów zaczął filozofować. Bardzo ogólnikowo, brnąć i brnąć korytarzami własnej pamięci. Jak to jest kiedy pamięta się tak dużo, a jednocześnie większość się tak powtarza? Czy naprawdę wkrótce nadejdzie rychły koniec? A może za kolejne pierdyliard lat?
Jednego był pewien. Chciał być przy tym jak ta planeta rozsypuje się w drobny mak, a słońce powoli je pochłonie.
W końcu dotarł do czegoś, co było polaną, zatrzymując się w ścianie lasu. Ktoś tu już był. Ktoś cholernie rozpoznawalny. A przynajmniej z punktu widzenia Arnarokha był rozpoznawalny. Stał jednak w milczeniu, z raz chrząknąwszy. Znów pożałował, ze się na ziemi zjawił. Może powinien był wrócić już  na górę? Jakby nie patrzeć swoja robotę na ten miesiąc skończył. Ale było mu tak strasznie nudno. Tak bardzo...
Następnym razem skocze do baru zamiast do lasu. Burknął w myślach.


Gapa:
Myśli zapisujemy kursywą, pamiętaj o tym. Nie przeglądałem całego posta, jeżeli gdzieś jeszcze masz myśl, to popraw.
Powrót do góry Go down
Daimon Frey
Abbaddon
avatar

Male
Liczba postów : 18
Data dołączenia : 07/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Nie 08 Gru 2013, 12:52

Frey choć był zadumany to nie oznaczało, że stracił czujność. Docierały do niego wszystkie, nawet najmniejsze szmery wydawane przez zwierzęta posilające się gdzieś w leśnej głuszy. Za zamkniętymi powiekami widział to co chciał, księżycową wyspę i Hiję. Tak cholernie za nią tęsknił. Być może Gabriel, Razjel czy Michał nie rozumieli jego osobowości, ale Hija potrafiła do niego dotrzeć. Za to właśnie ja pokochał, jednak czy to sprawiło, że twarde serce Anioła Zagłady zmiękło, a nigdy w życiu. On dla niej był inny, a inny był dla świata. To było bardzo dziwne, że potężny Burzyciel Światów potrafi być czuły. Jednak Daimon to potrafił. W myślach odtwarzał każdy szczegół, każdy najmniejszy aspekt jej wyglądu. Odtworzył nawet szelest lotek… Moment jaki kurwa szelest lotek, przecież na księżycu wtedy nie było wiatru. Frey momentalnie podniósł się z trawy i położył dłoń na głowni miecza. Oczywiście na razie nie miał zamiaru jej wyciągać. Najpierw wolał się zorientować z kim ma do czynienia. Jednak sama aura przybysza już mu się nie podobała. Czuł śmierć, odór pożarów i ogólną zgniliznę. Nie tego się spodziewał. Nawet nie przypuszczał, że jego przyjaciele wyślą po niego kogoś takiego. Oczywiście to podchodziło już pod manie prześladowczą, jednak w przypadku Frey’a to była zwykła ostrożność. Powoli, bez strachu czy jakiejś gwałtowności odwrócił się do przybysza. Mierzył go wzrokiem i oceniał swoje szansę w starciu z tym aniołem. No cóż nie pamiętał go, ale może jego umysł płatał mu już figle. Taksował wzrokiem każdy szczegół jego wyglądu. Największą uwagę przykuła oczywiście ta blizna. Ciekawe w jakich okolicznościach powstała? zaczął się zastanawiać Frey. Jednak widząc szczupłe nadgarstki Mściciela wiedział, że walka z nim może być ciężka i różnie dla obu może się skończyć. Nawet się dziwił czemu „posłaniec Archaniołów” nie ruszył od razu do ataku. Przecież wtedy miałby jeszcze jakieś szansę, ale teraz stawanie w szranki z jednym z najlepszych szermierzy w Królestwie mogło być czystą głupotą. Odważny typek mi się trafił. Cóż jeśli zaatakuje miło będzie go znać pomyślał i na twarzy wykwitł mu kpiący uśmieszek.
- Dlaczego nie zaatakowałeś, gdy miałeś jeszcze jakiekolwiek szanse? Czy Razjel, Gabryś czy też Michał nie ostrzegali cię na kogo masz polować Mścicielu? – zapytał. Jego głos zmienił się nie do poznania, był chropowaty i dudniący jak to zwykle gdy Daimon chciał pokazać, że się nie boi oraz, że jest wyższy od niego pozycją. Może i źle oceniał wizytę anioła jednak wolał nie ryzykować.
-Jeśli chcesz walczyć to zaczynajmy. Nie będziemy tu stali i czekali pół dnia, aż zjawi się Michaś ze swoimi Zastępami. Wtedy walka nie byłaby wyrównana. – powiedział. Tak honor to była ta cecha Daimona, która wyróżniała go spośród Niszczycieli i Mścicieli. On nigdy nie zaatakował kogoś komu nie patrzył w oczy. Nie oznaczało to oczywiście, że w walce nigdy nie dbał o swoje tyły. Zwinność i szybkość jaką posiadał doskonale niwelowała niektóre niedoskonałości w jego charakterze. Może i wyda się wam to dziwne, ale odkąd Jasność położyła swój Sprawczy Palec na Freu’u, Abbadon uważał się za niedoskonałego. Frey stał gotowy do ataku i tylko czekał. Jego mięśnie były napięte jak postronki, a oczy wpatrywały się czujnie w przeciwnika. Nie był to jednak wzrok przestraszonej zwierzyny. To był wzrok dumnego i czasem butnego Anioła, który stawiał odważnie czoło swemu przeznaczeniu.
Powrót do góry Go down
Arnarokh
Mściciel
avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 05/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Nie 08 Gru 2013, 14:57

Ta, niekończąca się śmierć i pożoga, po której nie pozostawały nawet zgliszcza. Hm, zatem ten pstrokaty aniołek nie będzie miał po czym tańczyć? Jakże mu przykro z tego powodu. Szkoda, że za nim nie ciągnie się kolorowa wstęga płomieni. Byłoby naprawdę pięknie móc zobaczyć za sobą płonący las. Jednak od dawna nie miał już takiej możliwości. Głównie dlatego, ze nie chciał samym sobą niepotrzebnego szumu wzbudzać. Sensacji. Na cholerę mu to było. Póki na ziemi istniał alkohol i istniały materiały by móc się zaćpać i zapomnieć o bożym świecie, dopóty w myślach Arnarokh odkładał zdecydowaną destrukcje na niegodziwcach. Tym samym mógł tylko wzdychać do licznych księżyców, do słońca i gwiazd z myślą, że kiedyś to wszystko runie i będzie święty spokój. Jakże nieomylny i miłościwy Pan zwlekał z terminem sądu ostatecznego.
Czemu nie zaatakował? Fakt, oczywiście, że mógł to zrobić, tylko jeszcze pytanie w jakim celu miałby to uczynić. Zdecydowanie walka dzisiaj mu się nie widziała, może za jakieś tysiąc lat. Dla niego przecież to było tak niewiele. A mogłem wybrać miasto, pomyślał jeszcze raz. Tak bardzo wiele dróg. Tak bardzo mógł dzisiaj komuś przyłożyć, ale nie jemu. Idiotą nie jest, już nie raz się nasłuchał, nie raz wręcz zasypiał przy plotkach o tej osobie. Przecież mamy się kochać, prawdaż? A nie unicestwiać "swoich". Bądź co bądź są o wiele większe zagrożenia na tym świecie. Nie jestem głupi, otwarcie ukazywał swoją osobę.
- Nie, wiesz, chyba sobie dzisiaj odpuszczę. Prać po mordach to się mogą gówniarze, ale my tacy nie jesteśmy, prawda? - Uśmiechnął się złośliwie. I co z tej walki by wyszło. Błyskawicznie ocenił swoje szanse i zrezygnował z jatki. No, chyba, ze ten specjalnie będzie się prosił, Arnarokh nigdy jeszcze takiemu nie odmówił.
Pogładził swoje włosy dłonią, zahaczając o bliznę. Pamiętne czasy.
- Chyba, ze bardzo ładnie o to poprosisz - Zaciągnął się rechotem po polanie. Niesamowicie uroczy typek. A jemu się niesamowicie dzisiaj nudziło. Chociaż, już w sumie nie - Co tam u ciebie słychać Panie wielki i Straszny? - Spytał z kpiącym uśmieszkiem na twarzy.
Umyślnie nikogo nigdy nie prowokował. Samą posturą też nie. Wolał bardziej cichociemne akcje, by potem nagle buchnąć mocą tysiąca bomb atomowych. Wtedy było na co patrzeć. Na dogasające połacie gołego terenu, na rzeki brunatnej krwi. Tak, było na co wtedy popatrzeć. Ale nie teraz. Przecież nikt nie byłby teraz w stanie ani im przeszkodzić, ani nic. Nuda. Jak bawić to się bawić, prawda?
Wylazł ze ściany lasu, naprzeciw niego, zmniejszając powolnym krokiem dystans jaki ich dzielił. Ot tak, bez niczego. Nawet mu się miecza nie chciało z pleców zdejmować, bo po co. Rozluźnienie i spokój przede wszystkim.
- Chyba bardzo za Miśkiem tęsknisz - Mruknął od niechcenia machając na to wszystko ręką. Będzie co będzie. Nikt mu prawdę powiedziawszy nie kazał dupska ruszać i ścigać Abbadona, toteż specjalnie się nie palił ku temu by się z nim bić. Może jakby miał jakiegoś kompana do pomocy. Ale nie miał. Przyjaciel to ostatnia rzecz jaką by chciał przy sobie mieć Arna.
Powrót do góry Go down
Daimon Frey
Abbaddon
avatar

Male
Liczba postów : 18
Data dołączenia : 07/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Nie 08 Gru 2013, 16:28

Aranrokh miał szczęście, że Daimon nie był telepatą wtedy na pewno znalazł by powód do bójki. I nie skończyłoby się to najlepiej ani dla Anioła Mściciela, ani dla niego. Sam nie wiedział kto bardziej by ucierpiał, ale na pewno krew by się polała. Dalej taksował nieznajomego Mściciela wzrokiem. Nie zamierzał na razie siać zniszczenia na Ziemi, bo jeszcze obudził by w sobie Moc Burzyciela Światów i przypadkiem rozwaliłby Ziemię. Wtedy wypełniłby rozkaz Pana, ale stałby się najbardziej poszukiwanym aniołem we wszechświecie. Co innego gdyby go ktoś zaatakował, wtedy nie rozkminiałby co się stanie. O co to, to nie. Ale zaraz jakie rozwalić świat, jaki rozkaz. Przecież on został oficjalnie odwołany. Ręka Frey’a opuścił głownię Gwiazdy i powoli, partiami rozluźniał mięśnie. Pamięć Daimon miał dość dobrą jednak żyjąc ileś tam tysięcy lat wszystko mogło się pokręcić. Zaczął się zastanawiać czy aby na pewno chce się bić. Dopiero po jakimś czasie zaczęły wracać do niego wspomnienia, te które Anioł Zagłady zepchnął głęboko w głąb umysłu i w ten sposób o nich zapomniał. Ty smętny idioto, przecież nie jesteś już wrogiem numer jeden w Królestwie powiedział do siebie w myślach po czym spojrzał na Mściciela. Naprawdę go nie kojarzył więc nie miał zamiaru wyjawiać mu zbyt wiele ze swojego życia.
- Cóż ja również sobie bym dziś walkę odpuścił. Zbyt wiele myśli i zbyt wiele wspomnień kręci się po mojej głowie, a gdy przeniosłem się na chwilkę w przeszłość wydała mi się ona bardziej realistyczna niż to rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. – powiedział mając nadzieję, że nieznajomy pytać o więcej nie będzie. Frey nie chciał się za bardzo tłumaczyć, bo tym mógł pokazać, że jego wspomnienia czasem mu się mieszają z tym co rzeczywiste. Jednak czyż nie trzeba być trochę szaleńcem by samemu rzucać się na samą Antytezę Pana. Sam na to pytanie nie mógł znaleźć odpowiedzi. Może i to co myśleli Gabryś i Razjel było jednak prawdą. Może trzeba było się poddać jakiemuś leczeniu, aczkolwiek nie miał na to najmniejszej ochoty.
- Gówniarzem na pewno nie jestem. A ty jeśli mojego ostrza posmakować nie chcesz to miarkuj się w słowach. Zapewne wiesz, że niektórzy mają mnie za niepoczytalnego i lepiej nie wchodzić pomiędzy mnie a mój miecz. – powiedział lekko mrużąc powieki. Cóż Frey nie lubił gdy ktoś zaczyna go prowokować. Jeśli ktoś się na to ośmielał to zwykle dostawał niezłe lanie więc lepiej było ostrzec młodszego od siebie anioła, że z nim nie ma żartów. Zresztą widząc jego postawę mógł przypuszczać, że nieznajomy Anioł wie z kim ma do czynienia.
- Nie znam twego imienia więc nie wiem czy pytanie jest na miejscu Mścicielu. Jednak mogę ci rzec, że życie mnie męczyć zaczyna. Chociaż nie powinno cię to najmniej obchodzić. – rzekł jak to zwykle on z wielkim kpiącym uśmieszkiem na ustach i taką dawką cynizmu na jaką go teraz było stać. Sam nie wiedział dlaczego tak naprawdę odpycha od siebie tego anioła. Co prawda Daimon nie szukał żadnych przyjaciół więc na razie mógł sobie na takie zachowanie po prostu pozwolić. Ostatnio sparzył się dość mocno na tych, którym zaufał i teraz zastanowić się musiał czy w ogóle im wybaczyć to, że wiary jego słowom nie dawali. Po chwili znów usiadł na trawie i spoglądał na aniołka spode łba.
- Na razie Michaś nie chce mnie widzieć, więc nie wiem czy za mną tęskni. Od czas kiedy dałem mu łupnia woli się ze mną nie widywać. Choć wtedy to ja miałem do wykonania rozkaz i mnie należała się racja. – rzekł bardzo pokrętnie. Jednak miał w nosie czy Mściciel to pojmie czy też nie. On nic więcej na temat Archaniołów do powiedzenia nie miał dopóki sam sposobu nie wymyśli, by w jakiś sposób zapomnieć o ich niewierze. Cóż to u Daimona było też wadą, że urazy jakie miał do kogoś długo potrafił chować, a na ziemię przybył po to, by właśnie nad tą sprawą pomyśleć.
Powrót do góry Go down
Arnarokh
Mściciel
avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 05/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Nie 08 Gru 2013, 16:54

- Jakbym był tobą to chyba dałbym sobie mózg wyjąć, żeby się uwolnić od wspomnień - Wzruszył ramionami, jak na razie nic więcej nie rzekłszy. Póki co nic mądrego nie miał do powiedzenia, toteż, milczał. Po za tym tylko go obserwował, w bardziej przyjaznym świetle, bo po co od razu miałby być jakoś wrogo nastawiony? Był popierdoleńcem, ale nie na tyle wielkim by jeszcze wyrywać sobie kudły z szaleństwa. Ach, mógłby pisać książki o tym, gdyby jeszcze miał ku temu chęci. Ale cóż, służba to służba, zadania same się nie wykonają, chociaż i tak póki co nie było nic do roboty. Uśmiechnął się pod nosem, pozwalając sobie na to, by stanąć raptem parę kroków od Daimona. Może by i to był błąd, w innych okolicznościach, ale nie zwracał na to uwagi. Najwyżej rękę mu odrąbie, cóż to. Oko stracił, rękę stracić... jakoś nie wydawało się to dla niego takim problemem życiowym. Dobry żołnierz sobie przecież i z tym poradzi. A znakomity jeszcze odbierze to jako zaletę. Ciekawe, do którego typu żołnierza Arna się zaliczał. Bo mniemanie o sobie miał spore, ale co kryło się za tym, tego nikt poza Światłością nie wie.
- Niektórzy.... to znaczy kto? Bo słyszałem różne rzeczy - Mruknął zaciekawiony. Żeby do wiadomości przyjąć opinię innych, to ciekawe. Jakoś Arnarokh nigdy się innymi nie przejmował, co prawda, komplementy cieszą ucho, ale na jak długo? To dobre dla głębian, tych pysznych, nabzdyczonych dziweczek, nadających się do jednego razu, nic więcej.
- Cóż za agresja - Wywrócił okiem na jego słowa. Też coś. On tu, przyjaźnie można rzec nastawiony, a ten pewnie jak najszybciej zaszlachtowałby go przy najbliższej okazji. W sumie to czemu niby on się dziwi, to normalne. Ale jednak, nie do końca... przyjemne? Chyba tak to mógł określić. Może od tego całego świata, już mu się tak w głowie poprzewracało, ze tylko do swoich Gabrysiów i Razjelków potrafił się normalnie odzywać. Albo do tego swojego rumaka. Czy coś w tym guście. Arna, nigdy nie przejawiał pamięci do takich wydarzeń. Chociaż tamte piękne czasy pamiętał, kiedy faktycznie był przydatny wraz z innymi Mścicielami. Piękne czasy, piękne czasy.
Również usiadł. Głównie dlatego, żeby mieć swoją głowę na wysokości jego. Tak grzeczniej i przyjaźniej. A nie stać nad nim jak omen nie rychłej śmierci.
- Arnarokh, jeśli byłbyś ciekawy - Rzekł w końcu, podając mu rękę, ziemskim zwyczajem. Jednak bardzo dobrym zwyczajem, który zdecydowanie popierał. Jeśli ją odrzuci, trudno, przynajmniej będzie Arna wiedział na czym stoi.
Nie zadawał durnych i zbędnych pytań, ani nie odnosił się specjalnie do jego wypowiedzi. I tak chyba Daimon nie specjalnie miał ochotę porozmawiać. A cóż taki niszowy Arnarokh ma do powiedzenia wobec Anioła Zagłady? Czy jak go tam zwali. Mniejsza. W każdym bądź razie anioł i tego się póki co trzymał.
- Chyba za bardzo się tym wszystkim przejmujesz - Mruknął pół tonu ciszej.
Powrót do góry Go down
Daimon Frey
Abbaddon
avatar

Male
Liczba postów : 18
Data dołączenia : 07/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Nie 08 Gru 2013, 22:01

- Jakby to było możliwe zapewne byłbym pierwszy by poddać się takiemu zabiegowi. Wielokrotnie prosiłem Jasność by zabrała mi wspomnienia. Jednak nic z tego nie wyszło. Widocznie ZAnioł Zagłady musi być lekko niepoczytalny i szalony zarazem. – powiedział i prychnął przy tym niczym rasowy dachowiec. No cóż jeśli taka była jego rola to niech i tak będzie. Zastanawiał się dlaczego Pan nie spełnił jego usilnych próśb, żądań, a czasem nawet błagań. Być może tak miało wyglądać spełnianie tego co Jasność wyznaczyła Frey’owi. Jednak czasem było to bardzo ciężkie. Oczywiście, że pamiętał każdy świat, który zniszczył, każde najmniejsze nawet życie, które odebrał i on miał się tym nie przejmować, że w Królestwie mieli go za zwykłego zabójcę. Moment chyba znów Daimon zmieniał się lekko w Lucka. Palcami ścisnął sobie skroń i na chwilkę zamknął oczy. Musiał pomyśleć, a to był najlepszy sposób by to robić. Frey był po prostu zmęczony ciągłą walką z niebezpieczeństwami, nawet ciągłą walką ze swoimi przyjaciółmi, z którymi ostatnio musiał toczyć boje. Niestety nadal nie wiedział czy wybaczyć Gabrysiowi i Razjelowi to, że w ten, a nie inny sposób, go potraktowali. Fakt pomogli mu potem narażając własne tyłki, za co na pewno przyszło im zapłacić, jednak dla Daimona ich pierwsza decyzja by posłać za nim wojsko była jawną zdradą. W tej jedynej sprawie walczył ze sobą. Z jednej strony wiedział, że jest im potrzebny, jednak z drugiej ich czyny świadczyły, że się go po prostu obawiają. Frey odetchnął głęboko i na powrót stał się tym wrednym dupkiem, którego wszyscy znali.
- Długo by wymieniać. Wiesz każdy wróg stronnictwa Archaniołów uważa mnie za coś, czego nie powinno być w Siedmiu Niebiosach. Tyle mogę ci powiedzieć, reszta jest natomiast dość ściśle strzeżoną tajemnicą. – rzekł po długiej chwili milczenia. Ale cóż jest marna chwila przy wieczności, która wydawała się Aniołowi Zagłady pasmem ciągłych walk. A może to, że tyle czasu siedział na tyłku i nic wielkiego nie robił dawała mu się tak bardzo we znaki. Wiedział, że zapewne musi się wybrać na jakiś patrol. Piołun zapewne go zruga jak wreszcie jego pan sobie o nim przypomni. Ech jak nic nie robię, źle. A jak już coś się dzieje to jest jeszcze gorzej. Co za w dupę kopana prawidłowość pomyślał. Miał tylko nadzieję, że anioł, z którym rozmawiał nie ma mocy czytania w myślach. To była akurat prywatna sfera jakiej Daimon zawzięcie chronił, i tylko czasami Piołun w nią zaglądał.
- A co miałbym robić jeśli nie wiedziałem jakie są twe zamiary. Co mam ci powiedzieć, że gniew i agresja to moje rodzeństwo. Mam cię może jeszcze nauczyć historii Siedmiu Niebios? – mówił. Powoli zaczynał odzyskiwać fason. Wiedział, że jak ktoś ma się do niego zbliżyć to będzie musiał sobie poradzić z jego dziwnymi i czasem dość przypadkowymi zachowaniami. Daimon miał gdzieś co inni o nim mówią. Od czasu gdy Razjel powiedział mu jak jest postrzegany w Królestwie tuż po jego wskrzeszaniu miał po prostu opinię innych w nosie. Nawet czasem tak się zdarzało, że opini przyjaciół o sobie nie brał na poważnie.
- Mnie zapewne znasz, ale zdradzę ci moje imię. Jestem Daimon. I miło poznać. – w ostatnie słowa włożył tyle jadu ile był z siebie w stanie wykrzesać. Sam nie wiedział czy było mu miło czy wręcz przeciwnie. Frey nigdy nie bawił się w dylematy moralne. W tym Lampka był od niego lepszy. Jednak teraz miał problem. Poczuł nić sympatii do tego Mściciela, jednak Anioł Zagłady ani śnił tego okazać. W końcu jeśli jego rozmówca jeszcze nie uciekł stąd z wrzaskiem to oznaczało tylko jedno. Jest godny sprawdzenia. Ostatnia wypowiedź Arnarokha go rozbawiła.
- Wybacz Anielskiego Psychologa nie potrzebuję. Zresztą już znam diagnozę. Nieprzystosowany do życia wśród Aniołów. – powiedział z wrodzonym cynizmem i kpiną jaka wymalowała się na jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Arnarokh
Mściciel
avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 05/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Wto 10 Gru 2013, 16:00

- A wyobrażasz sobie jak Pan musi mieć, za przeproszeniem, nasrane pod kopułą, ze jeszcze to wszystko trzyma się jakoś do kupy? - Uśmiechnął się pod nosem.
Daimon w oczach Arny był w porządku. Nie był wcale taki odmienny od pozostałych, tylko po prostu miał więcej na głowie. I szczerze współczuł mu z tego powodu, czy jemu to było potrzebne czy nie. Chociaż w sumie to nie współczuł. Trudno było to określić, ale tak samo na podobnej zasadzie odbierał litość. Czytaj, podobne temu uczucia, kiedy działa na korzyść drugiej osobie. Przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Czy zatem Arnarokh tez ma nasrane w głowie, że nie jest w tych sprawach kumaty?
Przytaknął tylko na tę jego wielką tajemnicę. Nie miał nawet zamiaru jej zgłębiać. Był już przyzwyczajony do ograniczonych informacji i szczerze, cieszył się z tego, ze wiedział mniej. Nie miał zasyfionej głowy, ani też bardziej zrytego mózgu. Jeszcze by się dowiedział czegoś kiedyś w życiu niesamowicie sprzecznego i miałby uraz do końca życia. Dobrze było jak jest. Wzruszył ramionami na to wszystko. Przede wszystkim być optymistą. Ale jak tu być optymistą w tych czasach? Jeszcze by doszło do tego, że piekielni zasługują na wybaczenie. Jeszcze czego.
- A chce ci się mnie uczyć? Nigdy nie przykuwałem za bardzo uwagę do historii, nawet jak się ją samemu przeżywało... od początku - Wyszczerzył się w zabawnym uśmiechu. Ha, jakie poczucie humoru też ma. Było coraz ciekawiej. Jak było miło do kogoś gębę odezwać, do kogoś kto nie chce cię zaszlachtować na miejscu, a przynajmniej, według Arnarokha, nie zapowiadało się jeszcze na to. Cholera, przecież mimo wszystko był "dziwny", mógł w każdej chwili zrobić coś co zakończyło się walką. Obojętnie czy z jego winy czy z Daimona, jednak był tego świadom. To tak jakby się miał bawić z udomowionym lwem. Niby jak zbyt duży kociak, jednak wciąż mógł zrobić krzywdę.
- A tam, nieprzystosowany - Machnął ręką na to - Sądzisz, że ktoś by wytrzymał w takiej robocie, "anielskiego psychologa?" Flaki by se wypruł po paru latach - Zaśmiał się pod nosem, wyobrażając sobie jak by to wyglądało. Samobójstwo na miejscu, albo śmierć z dłoni niewdzięcznego klienta.
Powrót do góry Go down
Daimon Frey
Abbaddon
avatar

Male
Liczba postów : 18
Data dołączenia : 07/12/2013

PisanieTemat: Re: Polana    Pią 13 Gru 2013, 17:46

Daimon spojrzał na Arnarokha jakby tamten był szalony. Porównywać jego do Jasności. Nie aż tak nie miał nasrane we łbie by porównać siebie do Pana. Fakt Frey miał nasrane pod kopułą i nigdy nie wiadomo było co mu do łba strzeli jednak nigdy nie uważał, że sama Pan ma gorzej niż on. O nie, to było dla niego bluźnierstwo gorsze niż nazwanie go demonem, którym przecież nie był.
- Nie wiem dlaczego tak mówisz. Nie sądzę by Jasność miała gorzej. Nawet jak ma jak to powiedziałeś „nasrane pod kopulą”… – mówiąc ostatnie trzy słowa pokazał palcami znak cudzysłowia. –…to lepiej o tym głośno nie mówić. Cóż znam i takich, którzy mają jeszcze gorzej niż ja ale ze względu, że bywam na cenzurowanym nie wyjawię ich imion. – powiedział i wzruszył ramionami. Daimon nie miał obowiązku znać wszystkich skrzydlatych oraz czasu kiedy zostali stworzeni przez głos Metatrona czy też sama jasność ich stworzyła. To nie należało do jego obowiązków więc nie trudził się nawet zapamiętaniem imion, sylwetek czy też wyglądu rzeszy ptactwa niebieskiego. On znał tylko tych, których uważał za równych lub silniejszych od siebie.
- Skoro byłeś świadkiem całej historii Siedmiu Niebios to po kiego grzyba mam cię uczyć. Sam wiedz najlepiej jak to wyglądało. Ja nie zamierzam strzępić sobie języka po próżnicy skoro sam byłeś częścią tej historii. Poza tym nauka u mnie byłaby raczej katorgą niż przyjemnością. – powiedział i prychnął usłyszawszy słowa skrzydlatego. Jeśli jego rozmówca uważał, że powiedział jakiś dobry dowcip to Frey zamierzał sprowadzić go na Ziemię. Na pewno nie zamierzał nawet kiwnąć palcem by Arnarokh dowiedział się więcej sekretów niż sam znał. To nie leżało w gestii Anioła Zagłady. Choć czuł żal do swoich przyjaciół nadal był wobec nich lojalny choć sam nie wiedział dlaczego to robi. Jego ruchy stały się ostrzejsze a oczy lekko przymrużone nie wróżyły nic dobrego. Słuchał dalej wywodu anioła i zastanawiał się czy przyszedł by doprowadzić go do szału czy też chciał sprawdzić jak jest szybki w dobywaniu miecza. To, że Daimon był spokojny nic nie znaczyło. Za chwilkę mógł być wściekły jak osa czy też niebezpieczny jak rozpędzony Rydwan. Wiele osób, które znały Frey’a wolały na sprawdzać siły jego cierpliwości.
- Mnie kiedyś do takiego dupka, który mienił się psychologiem wysłali. Był to pierwszy i ostatni raz, bo ten konował stwierdził, że taki już jestem i nic się na to nie poradzi. Chciał mi wystawić jakąś receptę to go wyśmiałem. Nie mów mi więc o psychologach, psychoanalitykach czy też innych psychiatrach. Mam ich dość i nie zamierzam poddawać się ich opiece. – warknął. Co on miał poradzić, że nikt nie jest w stanie zrozumieć co on ma w głowie i dlaczego jest taki a nie inny. Nie miał zamiaru w tym momencie tłumaczyć Arnarokhowi jak bardzo obrzydło mu chodzenie do lekarzy. Dopiero po chwili zreflektował się, ze nie zapytał o jedno.
- A co szanowny pan robi na Ziemi? Czyżby były jakieś rozkazy, o których ja nie mam pojęcia? A może będziemy mieli kolejny atak Cienia? – zapytał i znów wzmógł czujność. Tak. Daimon jak nikt inny potrafił analizować parę rzeczy na raz i choć na razie nie czuł żadnego zagrożenia obecność Niszczyciela na Ziemi na pewno nie wskazywało nic dobrego. Milczenie go przytłaczalo. Co prawda lubił ciszę i spokój, ale nie wówczas gdy miał towarzystwo. W końcu nie wytrzymał. Wstał i spojrzał na Niszczyciela. Cóż widocznie nie był tak ciekawym obiektem jak się spodziewał. Daimon otrzepał wiec spodnie i chrzaknął przerywając milczenie.
- Cóż skoro mamy tu siedzieć w ciszy to ja pojdę poszukać sobie innego towarzystwa. Niech Jasność cię prowadzi Niszczycielu. - powiedział i najzwyczajniej w świecie odwrócił się na pięcie po czym opuścił polanę.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Polana    

Powrót do góry Go down
 
Polana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shadows of Heaven :: Ziemia :: Lasy-
Skocz do:  
Partnerstwo
CzarnyDelfinYaoiGakuenWithoutTimeShihaiRPGMementeYaoiBlackButlerEmptinessShiNoKyoNohaneDirtyPawsSpectrofobiaVampireKnightAxisMundiFamiliaHogwartDreamWildHundeStFrancesaVirus2HetaliaUnderlandMagicLullabyMavericKikuNoHanaSoulAsylumDragonlandTraineeWildLandSupernaturalGleepbfDarwinTheMagicalWorldMysticTownSpectofobia